Three is a crowd

ATM (antkowiak/pataridze/szypulska)
Three Is a Crowd
galeria 9/10
11.01–20.01.2019
wernisaż 20:30
performance 21:00 z performerką Weroniką Cegielską

Nowy Jork, legenda sama w sobie, jest marzeniem niejednego, niestety zazwyczaj nie do zdobycia. Chociaż nieobecni, wyraźnie widzimy to miasto – jego aurę, żółte taksówki, spontaniczne interakcje z nieznajomymi, „nasze” codzienne rytuały. Odbieramy cudze jak swoje. Staramy się realizować te potrzeby kreując własną codzienność pod dyktando popowej estetyki. Nieadekwatność pragnień do ich jakości i możliwości skutkuje w abstrakcyjnych sytuacjach. Projekt inicjuje działalność grupy ATM (antkowiak/pataridze/szypulska). Los, okoliczności, przeznaczenie, czy przypadek mieszają się i równają do poziomu zero. Ameryka zawsze wydawała się już.

ATM

Dzień zaczynam od pogodnej konfrontacji ze swoim dwudziestoparoletnim odbiciem w zaparowanym lustrze łazienki na ostatnim piętrze rozświetlonego loftu przy Berry Street. Zamieszkałam tutaj w pogoni za snem, "wśród trzynastu milionów słupów trawy" śniących podobnie jak ja, o prędkości i wspinaniu się na coraz wyższe obroty pomiędzy obrazami śmiechu, zabawy i beztroskiego dostatku. I oto jestem, szoruję zęby z werwą anioła na haju, napędzanego jedynie energią otaczających mnie ulic i parków. Szybki shake z owsianego mleka, miseczka prażonych migdałów i już jestem z powrotem w drodze ku przestrzeni pełnej świeżej akcji.

To bezmierne życie istniało tutaj od zawsze, przygotowane jedynie dla przygotowanych. Nie ma czasu na panikę, kiedy ktoś dzwoni z nieznanego numeru, proponując obiad w restauracji, aby omówić nowy projekt. "Dostałem twój numer od... Spotkajmy się w porze lunchu". Wizyta w Triple Canopy. (Myśl do notatek: "Czy istnieje mapa mapy tego miasta? A jeśli tak, czy wyłącznie w mojej głowie? Czym jest to całe doświadczenie nieustannego skakania po jego planie? Moja głowa jako drobny przypis do ogromnego ruchu w jego granicach"). I choć czasem nawet widelce i noże bywają nieczytelne dla kogoś, kto spędził większość czasu w dżungli, zajadając się muzyką przypadkowych miejsc, sama już całkiem nieźle poruszam się wśród różnych konwencji. Jasne, że również przyjęcia w pewnych loftach na Bowery to w tej chwili tylko zabawy z reliktem starego języka, który obmyśliliśmy, planując skok w przyszłość z posępnej nory przeszłości, otwarcie licząc na znacznie więcej, niż kiedykolwiek było nam dane doświadczyć za pośrednictwem pism, filmów i żartów, filarów naszego dobrego mniemania o samych sobie, dzięki którym każdy z osobna wybierał możliwość bycia kimś innym. W końcu coś-tam-kiedyś nazwaliśmy dorastaniem do tych ról, nikt nie pamięta już jakich, lecz wydarzyło się wiele rzeczy, które zmieniły nas nie do poznania. Więc czyim językiem mówi teraz ktoś, kto przyjechał tu nagle po latach, zgodnie z planem marzenia, stoi tu lub siedzi gdzieś indziej nad rustykalnym stołem, majstrując w zakłopotaniu przy własnym wizerunku, próbując przybrać odpowiednią postać?

Szybka siłownia na Bond St. Pomyślne zakupy (hiszpański szaliczek i włoska torebka z niszowej kolekcji) na Mercer. Kieliszek w Nolita. Godzinę później spaceruję brzegiem, zerkając na fale Hudson, myśląc o końcu tygodnia, kiedy wreszcie przyjadą ludzie z miasta i rozpoczną roboty w ogrodzie, który objęłam nadzorem pod nieobecność gospodarzy. Cięższy sprzęt dotarł tu w środę. Żółte maszyny mokną w nagłej mżawce. Są tu ludzie w płaszczach i grubych spodniach, w porządnych butach do technicznych spraw. Stoją jeden z drugim lub w małych grupkach. Ktoś chichra i częstuje papierosem sypiący się pomnik. Ceglane budynki i rozległe parki; powrót przez most na Manhattan. Nagle telefon wibruje na skraju kuchennego blatu, na moment słowa piosenki przerywa cyfrowy szum z East Side: dzwoni F. (wieczorne wyjście; Canal Street; kolejne spotkanie). Myślami jestem już prawie przy wtorku, kiedy odbiorę materiały do następnej wystawy, lecz póki co wyjaśnia się dzisiejszy wieczór i miasto, z właściwą sobie logiką niezrozumiałego huraganu, wciąga mnie w zupełnie nowe tematy.

Marcin Czerkasow

 

<< Powrót